• Dariusz Dobrzyniecki

Jak storytelling pomaga w życiu menadżera?


W niedawny piękny majowy weekend wybrałem się z rodziną do lasu. Miałem zaległy trening biegowy. Poza tym nic tak nie ładuje akumulatorów, jak dzień spędzony w ciszy, zieleni, z dala od miasta. Wybraliśmy się we czwórkę tzn. dwójka dorosłych i dwoje dzieci. Moja córka ma 5 lat a syn niespełna 8 miesięcy. Ja biegałem, moja partnerka bawiła się z córką, a Młody oczywiście podróżował w nosidle i kontemplował naturę. W którymś momencie zorientowaliśmy się, że przeszliśmy ponad 7 km. Zorientowaliśmy się oczywiście po coraz głośniejszych protestach starszej pociechy (Młody cały czas beztrosko machał nóżkami w nosidle). Oczywiście przemieszczaliśmy się w zasadzie w jednym kierunku, co oznacza, że przed nami długa droga powrotna… I tu zaczął się dramat. W którymś momencie moje 5-letnie szczęście po prostu kategorycznie odmówiło dalszej współpracy, rozsiadło się na kamieniu i powiedziało, że dalej nie idzie. Zrobiliśmy krótki piknik, podładowaliśmy „bateryjki” (wszak dzieci nie śpią, one się ładują!), ale wracać i tak trzeba było. Zacząłem więc opowiadać córczce skróconą i mocno ocenzurowaną wersję King Konga – nie najwyższych lotów filmu Petera Jacksona, który akurat poprzedniego wieczoru dość przypadkowo obejrzałem, a który ona ukradkiem przez chwilkę podejrzała, gdy kładła się spać. Oczywiście mocno ją zaintrygował. Historia znana dorosłym, ikoniczna wręcz - jeśli chodzi o popkulturę - ale też mocno refleksyjna, jeśli weźmiemy pod uwagę ludzką zachłanność i brak szacunku wobec odmienności i dzikiej natury. Choć film dla 5-latki zdecydowanie nieodpowiedni, to jednak historia… genialna! Moja opowieść rozwijała się powoli, miała wiele wątków pobocznych, bohaterowie byli mocno „podkolorowani”. Naturalnie najciekawsze były gigantyczne robale, które napadły niestrudzoną ekipę ratunkową oraz absurdalny pojedynek gigantycznego goryla z wymarłymi dinozaurami. Młoda z wypiekami na twarzy słuchała, dopytywała o szczegóły i nie traciła wątku. Historia pięknej Ann i Konga zauroczyła i wciągnęła ją na tyle, że… przeszła całą drogę z powrotem w podskokach (w końcu byliśmy też wielkim King Kongiem, który skakał po drzewach). Morał? Anegdoty wciągają, motywują i angażują! Sprawiają, że ludzie są w stanie osiągnąć więcej, wypełnić zadanie i nawet dokonać rzeczy niemożliwych. Taaaa, jaaaasne - powiecie – pewnie działają efektywnie na pięciolatki. Wybaczcie, ale… bzdura! Działają na nas wszystkich! Każdy lubi słuchać historii, opowieści i czerpać z doświadczeń innych. Dla człowieka to odwieczna i najskuteczniejsza metoda nauki. A przy tym bezpieczna, bo dotyczy kogoś innego, a ja mogę się uczyć na błędach sam ich nie popełniając.

King Kong w organizacji

Oczywiście historia King Konga okazała się idealnym przekazem dla zmęczonej podróżą kilkulatki, ale raczej byłaby wątpliwym wątkiem motywacyjnym dla zespołu, który ma przed sobą dowiezienie wyniku kwartalnego, czy realizację „niechcianego” projektu jedynie mgliście wpisującego się w zakres kompetencji teamu czy strategię organizacji. Liderzy jednak mogą opowiadać anegdoty by „namalować” wizję czy kierunek strategii, podzielić się doświadczeniem, przybliżyć wartości lub zilustrować pożądane zachowania. Mają one siłę przyciągania, a przy tym przykuwania uwagi i zbliżania ludzi do siebie. Jak to powiedział Terrence Gargiulo[1] „Najkrótszą odległością między dwojgiem ludzi jest historia”. Historie sprawdzają się jako skuteczne narzędzie w komunikacji, motywacji, służą także do przekonywania czy budowania relacji z kilku powodów. Po pierwsze umożliwiają efektywne przekazanie emocji, a emocje poparte ideą mają wielką siłę perswazji.

Każdy z nas dobrze pamięta co czuł w danej sytuacji. Nawet jeśli nie do końca pamiętamy fakty, dane czy konteksty, to zapamiętujemy nasze odczucia – czy były pozytywne, negatywne, czy byliśmy zakłopotani, wzruszeni, rozzłoszczeni, podekscytowani czy po prostu szczęśliwi. Emocje z kolei są mocną siłą napędową dla podejmowanych działań. Według Jerome’a Bruner’a opowiadane historie zapamiętujemy około 22 razy lepiej niż suche, nie powiązane ze sobą dane (np. wypunktowane listy w prezentacjach)[2].

Po drugie opowiadane anegdoty przedstawiają konkretne sytuacje i umiejętnie opowiedziane potrafią „przenieść” uwagę i pomóc w zwizualizowaniu sobie analogicznej sytuacji z udziałem słuchacza. Nie chodzi tu bynajmniej o „bujanie w obłokach”, lecz o dość trudną umiejętność wizualizowania sobie siebie w konkretnej sytuacji. Jeśli pracownicy oczami wyobraźni „nie widzą” zakładanych efektów, oczekiwanych rezultatów, nie potrafią sami odnaleźć się w sytuacji po zmianie, bądź obawiają się, że się nie odnajdą – historie bywają naprawdę pomocne. Wracając do wątku mojej córki – bardzo często, gdy chce ona podzielić się swoimi własnymi przeżyciami używa przeniesienia. Innymi słowy, gdy trapi ją jakiś problem lubi mówić, że to jej koleżanka z przedszkola, albo „taka jedna dziewczynka” ma problem, bo… i tu następuje opis jej tego, co ją trapi. Rozmawiając z nią o tym problemie odnosimy się do tej właśnie dziewczynki, co pozwala jednocześnie zaadresować sedno sprawy i ją wyjaśnić tak, by nie czuła strachu czy presji głównej bohaterki. Na bezpiecznym, zewnętrznym przykładzie może zrozumieć mechanizmy i konsekwencje wynikające z sytuacji. Dzięki takiemu przeniesieniu i wizualizacji jej samej łatwiej się odnaleźć i pokonać trudność. W przypadku pracowników ta umiejętność oczywiście nie dotyczy sytuacji zaistniałej, lecz projektowanej przyszłości. Również ciężko ją sobie wyobrazić - zwłaszcza jeśli pociąga za sobą nieuchronną zmianę – więc znacznie łatwiej „oswoić” na analogicznymprzykładzie. Dobrze opowiedziana historia mająca zastosowanie w konkretnej sytuacji biznesowej w organizacji może zdziałać cuda…

Chętnie podpowiem Wam jak stworzyć naprawdę wciągającą historię i odnaleźć w sobie moc opowiadacza. Już dziś zapraszam do lektury kolejnych felietonów!

[1] Gargiulo, T. L. (2007). Once Upon a Time: Using Story-Based Activities to Develop Breakthrough Communication Skills. San Francisco, Pfeiffer

[2] Bruner, J. (1986). Actual minds, possible worlds. Cambridge, MA, Harvard University Press.

#storytelling #zaangażowanie #przywództwo

8 wyświetleń0 komentarzy