• Dariusz Dobrzyniecki

Przekonania ograniczające stosowanie storytellingu w biznesie (cz. 1)


Opowiadanie historii od zarania dziejów jest podstawowym narzędziem przekazywania informacji. Już kilka tysięcy lat temu ludzie zorientowali się, że narracyjna forma pomaga przekonać odbiorców do lekcji płynących z przekazywanej treści oraz sprawić, że opowiadania te zostaną na długo zapamiętane. Czasem na całe życie. Dzięki temu ludzkość była w stanie zachować dla kolejnych pokoleń nauki wielkich myślicieli, mimo, że większość ludzi była niepiśmienna. Przez setki lat biblijne przypowieści czy nauki księcia Siddharthy Gautama zwanego Buddą były przekazywane właśnie w tej formie, skutecznie wpływając przy tym na kształtowanie zachowań ludzi a wręcz porządek całych społeczeństw.

Tymczasem biznes bardzo opornie uczy się tych narzędzi, choć ich skuteczność jest potwierdzana licznymi eksperymentami naukowymi.

Dlaczego tak się dzieje? Odkąd zajmuję się storytellingiem spotykam się z kilkoma powszechnymi przekonaniami, które mogą być tego przyczyną.

Mit 1: Umiejętność opowiadania to wrodzona zdolność - jedni to mają, inni nie.

To jedno z najczęstszych ograniczeń. Słyszę to na niemal każdym kroku, że bycie dobrym w storytellingu wymaga specjalnych predyspozycji. Że jedni to mają a inni nie. Tymczasem już w 1996 Robin Dunbar w swojej książce „Grooming, Gossip, and the Evolution of Language” opisał wyniki badań swoich studentów, które wskazują, że ludzie przeciętnie 65% swojego czasu w sytuacjach nieformalnych poświęcają na mówienie o tym, co ktoś komuś zrobił. Plotkowanie to z technicznego punktu widzenia przykład storytelling w praktyce. Zatem wyzwaniem jest nie tyle to, czy ktoś ma ten dar, czy też nie, a raczej na ile sprawnie jest w stanie wykorzystać go w kontekście biznesowym.

Warto przy tym wspomnieć, że tego typu podejście jest klasycznym przykładem trwałego sposobu myślenia. Jest to podejście destrukcyjne dla rozwoju człowieka. Dr Carol S. Dweck w swoich pracach wskazuje na to, że źródłem sukcesów jest rozwojowy sposób myślenia, który pozwala ludziom uważanym przez otoczenie za przeciętniaków osiągać spektakularne sukcesy. Sposób ten mówi, że ważniejsze jest nie tyle to co masz w pakiecie startowym, tylko starania, które podejmujesz. Oczywiście idealnie jest, kiedy talent idzie w parze z treningiem. Tak rodzą się gwiazdy światowej sławy. Jednak życie pokazuje, że większość z nas więcej swoich sukcesów zawdzięcza systematycznemu rozwojowi i staraniom, niż utalentowaniu. Człowiek obdarzony najlepszymi predyspozycjami bez rzetelnego treningu nie osiągnie niczego ponad zupełną przeciętność. A osoba o przeciętnych zdolnościach, która przykłada się do trenowania, szybko przeskakuje osoby, które mogłyby być gwiazdami, tyle, że nie chce im się ćwiczyć.

Klasycznym przykładem był młody hokeista Aleksiej Czeriepanow. 17-letni Rosjanin po spektakularnych sukcesach w lidze rosyjskiej wiosną 2007 roku był poddany kwalifikacji do ligi NHL, która jest spełnieniem marzeń większości hokeistów. Mimo olbrzymiego talentu, który trenerzy widzieli na pierwszy rzut oka, okazał się zawodnikiem unikającym rzetelności treningowej. Gdy zadania podczas selekcji polegały np. na leżeniu na lodowisku i „kręceniu rowerków” przez 15 minut, przestawał po 5 minutach twierdząc, że to zadanie jest bez sensu. Tego typu zachowania obserwowano na każdym kroku. W efekcie w 1 rundzie draftu został sklasyfikowany z 17 numerem przez New York Rangers, dlatego postanowił pozostać w rodzimym klubie Awangard Omsk, w którym grał od 2005 roku i miał status gwiazdy. Rok później podczas meczu zderzył się z innym zawodnikiem i stracił przytomność. W drodze do szpitala zmarł. Sekcja zwłok wykazała, że zdolny 18 latek przed meczem zażył lek kordiaminę (powodujący stymulację układu krwionośnego i oddechowego), który widnieje na liście zakazanych środków dopingujących. Ponadto cierpiał na chroniczne niedokrwienie oraz zapalenie mięśnia sercowego, które było skutkiem dopingu.

Jak widać talent to nie wszystko. Owszem pewna predyspozycja bardzo pomaga. Co wcale nie oznacza, że osoba, która jest daleka od wzorcowego mówcy nie może skorzystać z dobrodziejstwa storytellingu. Mam wrażenie, że poznanie techniki i rzetelne ćwiczenie sprawia, że osoby, których nikt by nie posądzał o dobrą historię, mogą przebić się z mocnym przekazem, który porwie ludzi do działania i zostanie na długo w ich pamięci. A im większe zaskoczenie, tym większa moc tak opowiedzianej historii.

Wiem to z własnego doświadczenia. Gdy byłem uczniem szkoły podstawowej byłem bardzo nieśmiały. Gdy byłem wywoływany do odpowiedzi przy tablicy (namiastka wystąpienia publicznego) bardzo się stresowałem. Do tego stopnia, że się jąkałem i ciężko było mi zebrać myśli. Jednak to, że jako uczeń szkoły muzycznej musiałem często występować, grając na akordeonie podczas koncertów i egzaminów bardzo mnie odmieniło. Stopniowo bycie na scenie przestało mnie tak stresować. A z czasem bardzo to polubiłem. Do tego stopnia, że już pod koniec podstawówki wręcz pchałem się na scenę – grając, śpiewając, występując w różnych przedstawieniach. A dziś sytuacja, w której wszystkie oczy są skupione na mnie, jest moją zawodową codziennością. A mówiąc nieskromnie informacje zwrotne, które otrzymuję pozwalają mi sądzić, ze chyba robię to całkiem dobrze. I co więcej sprawia mi to nie tylko satysfakcję, co wręcz przyjemność.

Jeśli chcesz nauczyć się opowiadania biznesowych historii, które pozwolą Ci skuteczniej przekonywać do swoich pomysłów, utrwalać przekazywane informacje oraz inspirować do podejmowania działań to zapraszam na szkolenie "Storytelling for Leaders". Tu znajdziesz najbliższych termin.

#storytelling #przywództwo #przywodztwo #szkolenie #talent #przekonania #przekonanie #mity #mit #ograniczenia


16 wyświetleń0 komentarzy